Tekst pochodzi ze strony mazowieckiego Attacu http://republika.pl/attac4/
Skandal w polskim Attacu
Ofensywa neoliberalna nasila się na całym świecie, również w Polsce. Prywatyzacja, masowe zwolnienia, antypracownicze i antydemokratyczne zmiany w ustawodawstwie, a do tego imperialistyczne wojny, przedłużająca się okupacja Iraku z haniebnym udziałem polskich żołnierzy - wszystko to powinno, jak się wydaje, mobilizować tysiące i miliony ludzi, którzy nie zgadzają się na taki system, do organizowania jak najaktywniejszego, jak najskuteczniejszego i jak najlepiej zorganizowanego oporu.
Tymczasem jednak w Polsce rzecz ma się zupełnie odwrotnie! Organizacja powołana do walki o nowy, lepszy świat, ATTAC, która na całym świecie przyciąga coraz więcej osób, w Polsce zamiast się rozwijać - kurczy się w zastraszającym tempie! Zamiast przyciągać nowych działaczy - odpycha ich! Zamiast działać - całą swą energię przeznacza na walkę z tymi, którzy zdecydowali się wstąpić w jej szeregi!
Kilka dni temu - 24 lipca - otrzymaliśmy wiadomość, że zarząd główny polskiego ATTAC podjął uchwałę o rozwiązaniu największego oddziału tej organizacji w Polsce - oddziału mazowieckiego. Dla każdego myślącego człowieka taka decyzja zakrawa na kpinę lub świadczy o celowym działaniu autodestrukcyjnym. Co to za przyczyny stoją za tą skandaliczną, z punktu widzenia interesów organizacji, decyzją?
"Przyczyny" deklarowane w uchwale zarządu są stekiem kłamstw, pomówień i manipulacji. Przyczyny rzeczywiste są głęboko i wstydliwie przez zarząd główny ukryte. Działaczom i sympatykom ATTAC należy się więc zarówno komentarz do fałszerstw i manipulacji zarządu, zaprezentowanych przezeń jako przyczyny, jak i rzetelne zaprezentowanie prawdziwych powodów jego histerycznych zachowań.
Nade wszystko pragniemy jednak uspokoić wszystkich naszych członków i sympatyków - uchwała zarządu jest kompletnie sprzeczna ze statutem stowarzyszenia i jako taka nie ma żadnej, najmniejszej nawet, mocy sprawczej - po prostu jest warta tyle, co odwołanie faktu, że słońce świeci albo że ziemia jest okrągła.
Zarząd powołuje się w swojej decyzji na paragraf 32 punkt 1.7. statutu ("zarząd główny powołuje i rozwiazuje jednostki terenowe"), ale przecież dla każdego myślącego i potrafiącego czytać człowieka jasne jest, że statut nie zezwala na powoływanie i rozwiazywanie oddziałów kiedy tylko zarządowi się zachce, ale formułuje szczegółowo zasady takiego postępowania.
I tak paragraf 50 punkt 2. Statutu określa wyraznie, w jakich dwóch konkretnych przypadkach rozwiązanie oddziału jest możliwe. Są to: 1) zaprzestanie faktycznej działalności przez Oddział lub zmniejszenie stanu liczebnego członków poniżej liczby wymaganej dla jego powołania przez okres dłuższy niż jeden rok; 2) złożenie przez zarząd Oddziału wniosku o rozwiązanie Oddziału.
Oczywiście, żadna z dwóch wymienionych okoliczności nie ma miejsca, a więc cała ta "uchwała" zarządu nadaje się w najlepszym razie do śmietnika. Aż dziw, że do kierowania naszym stowarzyszeniem odważyli się zabrać ludzie którzy okazali się tak niewiarygodnie niekompetentni i nieudaczni, że nie znają nawet statutu organizacji.
Część pierwsza - przyczyny realne
Lewicowa Warszawa - potężny problem dla zarządu ATTAC
No dobrze, ale dlaczego warszawski ATTAC stanowi tak potężny problem dla zarządu stowarzyszenia, że zdecydowano się nawet na działanie nielegalne, byleby tylko się go pozbyć? Otóż ATTAC Warszawa jako jedyny oddział ATTAC w Polsce podjął realne i zdecydowane kroki w kierunku oczyszczenia naszego stowarzyszenia z jakichkolwiek zarzutów o nacjonalizm czy nawet obecność wątków faszystowskich, weryfikacji wszelkich dokumentów stowarzyszenia pod kątem obecności w nich wątków nacjonalistycznych, uniezależnienia i odseparowania ATTAC od pisma Obywatel, w redakcji którego zasiada przewodniczący ATTAC Maciej Muskat.
Ogłosiliśmy jasno, że w żadnym wypadku nie będziemy tolerowali zakamuflowanych form działalności nowej (skrajnej) prawicy w naszym stowarzyszeniu (mam tu na myśli kwestie takie jak np. sformułowanie o "autonomii kulturowej" w Deklaracji Ideowej, skandaliczne publikacje w Obywatelu i inne, wymagające długiej prezentacji). Trzeba tu dodać, że wśród warszawskich członków ATTAC panowała w tej sprawie w zasadzie jednomyślność (mamy wielu działaczy od lat czynnie zaangażowanych w realny ruch antyrasistowski, antyfaszystowski i antynacjonalistyczny), natomiast ewentualnych problemów spodziewaliśmy się w innych ośrodkach.
W celu podjęcia poważnej dyskusji nad tymi problemami wielokrotnie proponowaliśmy spotkania członkom zarządu - Piotrowi Kawiorskiemu i Ewie Ziółkowskiej z Kielc. I wielokrotnie odwoływali oni umówione spotkania. Jednocześnie od ponad roku domagałam się od zarządu głównego szybkiego zwołania walnego zebrania ATTAC w takim okresie, by mogły w nim uczestniczyć wszystkie zainteresowane głębszą dyskusją osoby.
Nie mogąc się doczekać wypełnienia obietnicy zwołania przez zarząd zebrania walnego w terminie poza wakacyjnym (a nie w czasie wakacji - a więc nieobecności większości członków, jak to było dotychczas praktykowane) oddział mazowiecki ATTAC wydał uchwałę domagającą się zwołania zebrania walnego przed wakacjami, m.in. w celu rozstrzygnięcia problemów związanych ze skrajnie prawicową infiltracją w stowarzyszeniu i osobą samego Macieja Muskata oraz postawą - wspierających go najwyrazniej - pozostałych członków zarządu.
Jednocześnie na miejsce zebrania walnego zaproponowaliśmy Warszawę, gdyż to miejsce gwarantowałoby największą frekwencję (jest w centrum kraju) i udział w dyskusji wielu osób z mazowieckiego oddziału oraz ewentualnie innych zainteresowanych - zaproponowaliśmy też zaproszenie gości zagranicznych. (Przypominam, że dotychczasowe zebrania walne były organizowane poza Warszawą).
Odpowiedz otrzymaliśmy dopiero po kilkunastu (!) dniach - i to po naszych ponagleniach. Zarząd informował nas, że nie przewiduje na razie żadnego zebrania i dla uzasadnienia decyzji posunął się do kłamliwego twierdzenia, że wniosek wysłaliśmy 8 czerwca (podczas gdy wysłaliśmy go 4 czerwca). Powodem decyzji odmownej miało więc być zbyt pózne wysłanie przez nas wniosku i brak czasu na przygotowanie zebrania (oczywiście, cały ten "brak czasu" spowodowany był świadomym graniem na zwłokę przez zarząd). Sprawa jest bardzo poważna, bo zgodnie ze statutem zarząd ma obowiązek zwołania walnego zebrania na wniosek 1/3 członków. Precyzyjną liczbę członków trudno jednak ustalić, gdyż mimo moich próśb nie została ona nigdy podana do mojej wiadomości.
Z datą 12.07 ukazała się w końcu na stronie internetowej ATTAC informacja, że zarząd zwołuje zebranie walne dopiero na połowę września i to do... Gdańska, czyli wyłącznie miejsca zamieszkania Macieja Muskata. Tym samym więc zarząd tchórzliwie przesunął termin i miejsce zebrania jak najdalej mógł, licząc zapewne na to, że dzięki temu na miejsce nie dotrze nikt prócz kilku członków zarządu i uda mu się uniknąć bardzo niewygodnej dyskusji.
W związku z tak skandalicznym stosunkiem zarządu do woli członków stowarzyszenia, 25 czerwca mazowiecki oddział ATTAC wydał odezwę wzywającą przewodniczącego Macieja Muskata do dobrowolnego ustąpienia ze sprawowanej funkcji, a innych członków ATTAC do nie publikowania w piśmie Obywatel w związku z zamieszczanymi tam artykułami sprzecznymi z ideami naszego stowarzyszenia.
W tej sytuacji Piotr Kawiorski wraz z Ewą Ziółkowską rozpoczęli histeryczną kampanię o to, by jedyni delegaci Polskiego Forum Społecznego na spotkanie przygotowawcze do Europejskiego Forum Społecznego w Genui, osoby dysponujące poparciem innych grup zrzeszonych w Forum (Urszula Lugowska i August Grabski) nie znalezli się w tym międzynarodowym gremium i nie zdradzili, jak patologiczny charakter przybrała sytuacja w polskim ATTAC.
Jego determinacja w "kryciu" postępków zarządu i związków zarządu z Obywatelem sięgała tak daleko, że nie zawahał się on sprzeniewierzyć podpisanym wcześniej zasadom funkcjonowania w Forum, byleby tylko reprezentanci warszawskiego ATTAC nie znalezli się na międzynarodowym spotkaniu. (Odrzucił demokratyczny wynik głosowania i zgłosił "liberum veto" wobec decyzji innych organizacji działających w PFS. Cała ta sprawa jest skandalem, który skompromitował zarząd ATTAC w oczach polskich organizacji zrzeszonych w PFS oraz za granicą).
Gdy i w ten sposób nie udało się Piotrowi Kawiorskiemu zmienić woli PFS, zarząd ATTAC w tajemnicy wyposażył w prerogatywy do reprezentowania polskiego ATTAC w Genui osobę spoza kraju, od ponad 30 lat mieszkającą we Francji, tylko po to, by nie dopuścić do głosu przewodniczącej mazowieckiego oddziału.
Tymczasem kilka dni temu otrzymaliśmy świeżo napisany raport członków niemieckiego ATTAC, którzy byli goścmi polskiego attac w kwietniu br., z którego wynika, że skrajnie prawicowa infiltracja w ATTAC jest faktem, któremu nie przeciwstawił się nikt z zarządu głównego stowarzyszenia, natomiast bardzo wyraznie odcina się od niej cały oddział mazowiecki, którego dwaj członkowie - Urszula Lugowska i August Grabski - zaproponowali utworzenie międzynarodowej komisji do zbadania i rozwiązania tej sprawy. Raport ten otrzymali również zapewne członkowie zarządu ATTAC.
W tej sytuacji postanowili oni... rozwiązać cały mazowiecki oddział stowarzyszenia.
Takie są prawdziwe przyczyny decyzji znajdującego się w potrzasku, zaplątanego w swe antydemokratyczne sidła, po pas unurzanego w nacjonalistycznym bagnie, ale chcącego za wszelką cenę chronić swoje stołki - nawet kosztem rozpadu stowarzyszenia - zarządu głównego ATTAC.
Część druga - przyczyny wyssane z palca
A teraz o tym, co zaprezentował nam w swej nieudolnie skleconej notce sam zarząd - i o tym, dlaczego ta notatka była taka krótka.
Demonstracja 15 lutego - fatalna kompromitacja zarządu ATTAC
Pierwszym powodem "rozwiązania" mazowieckiego oddziału ATTAC ma być jego rzekome upolitycznienie. Przejawiło się ono, zdaniem zarządu, w dwóch postaciach. Po pierwsze w tym, że na manifestacji antywojennej 15 lutego w Warszawie "większość członków zarządu szła pod sztandarami swoich partii". Jest to kompletna bzdura choćby już z tego powodu, że tak się składa, iż żaden z członków zarządu mazowieckiego oddziału ATTAC do żadnej partii politycznej nie należy (a co dopiero cytowana "większość"). Jest to fakt dosyć łatwy do empirycznego sprawdzenia, co dodatkowo obciąża kłamców podpisanych pod tą - pożal się Boże - "uchwałą".
[Na marginesie dodam, że osobiście uważam, iż gdyby nawet jakiś członek ATTAC szedł na manifestacji antywojennej pod sztandarem jakiejś partii, która otwarcie występowałaby przeciwko wojnie (oj, niewiele takich...) to ATTAC nie miałby prawa mu tego zabraniać, gdyż nie jesteśmy jakąś obłąkaną sektą religijną zazdrosną o każdą duszyczkę, tylko szerokim ruchem społecznym, do którego mogą wstępować również członkowie partii politycznych.]
Manifestacja 15 lutego nie była spotkaniem zorganizowanym przez ATTAC na zasadzie wyłączności, tylko w założeniu miała być jak największym ruchem protestu przeciw wojnie. Oczywiście, ATTAC powinien był pojawić się na niej jak najliczniej i zaprezentować jak najlepiej. Ukrytą przez zarząd niewygodną prawdą jest to, że jeśli ATTAC jako widoczna organizacja był obecny na tej - ogólnopolskiej przecież! - manifestacji antywojennej, to tylko dzięki oddziałowi mazowieckiemu. To oddział mazowiecki przygotował transparenty, flagi i ulotki a nawet specjalny darmowy biuletyn oraz dokonał dokumentacji fotograficznej swej obecności na manifestacji i zamieścił zdjęcia w internecie: www.republika.pl/attac4/.
Nie dosyć, że zarząd główny zaniedbał kompletnie jakichkolwiek przygotowań, to jeszcze mobilizacja członków organizacji spoza Warszawy, jakiej udało mu się - czy też raczej właśnie nie udało - dokonać, była wprost opłakana i oscylowała wokół dziesięciu osób (razem z członkami zarządu). Wszystko to przy znakomitych możliwościach transportowych oferowanych m.in. przez organizacje imigrantów arabskich.
Tę dyskredytującą porażkę organizacyjną zarządu przypieczętowała kolejna ogólnopolska manifestacja antywojenna z dnia 12 kwietnia, na którą zarządowi udało się zmobilizować tylko JEDNą osobę spoza Warszawy i NIKT z zarządu się na to jakże ważne wydarzenie nawet nie pofatygował! (znowu w sytuacji możliwości skorzystania ze zorganizowanego transportu po Polsce). Tymczasem ATTAC mazowiecki po raz kolejny stanął na wysokości zadania, przygotowując transparenty, flagi i ulotki i dokumentując fotograficznie całe wydarzenie (zdjęcia z obu demonstracji są dostępne na www.attac.any.pl).
Tak więc cała historia z demonstracją, którą usiłuje nieudolnie podeprzeć zarząd ATTAcu swoją skandaliczną uchwałę jest kompletną bzdurą służącą do ukrycia własnej organizacyjnej nieudolności, niekompetencji i lenistwa. Szanowni członkowie zarządu głównego, gdy wy, którzy powinniście dawać przykład na pierwszej linii walki, siedzieliście sobie wygodnie w kapciach przed telewizorami, mazowieccy członkowie ATTAC łapani byli do policyjnych radiowozów i pałowani przed amerykańską ambasadą (20 marca)! Tak wyglądają fakty.
Niezależność polityczna stowarzyszenia
Na straży niezależności politycznej stowarzyszenia ATTAC stoi kilka wyraznych zasad, których oddział mazowiecki przestrzega. Po pierwsze, w zarządzie oddziału nie mogą zasiadać - i nie zasiadają - członkowie władz partii politycznych. My poszliśmy dalej - w naszym zarządzie nie ma w ogóle członków (nawet szeregowych) żadnej partii politycznej, ale nie jest to wymóg statutowy ani regulaminowy tylko nasza tzw. dobra wola.
Po drugie, na zebraniach ATTAC nie mogą być rozprowadzane materiały propagandowe żadnych partii politycznych ani nawet organizacji czy grup innych, niż ATTAC. Wymóg ten jest w pełni realizowany, choć na jednym z zebrań z udziałem gości spoza Mazowsza odnotowaliśmy niestety próby rozprowadzania ulotek reklamujących pismo "Obywatel". Na szczęście natychmiast powzięliśmy odpowiednie kroki przeciwdziałające temu niebezpiecznemu procederowi.
Kwestia lokalowa
Jeśli członkowie zarządu ATTAC jako przyczynę "rozwiązania" oddziału mazowieckiego podają fakt spotykania się przez nas w siedzibie partii politycznej (sali użyczanej nam przez Unię Pracy) to znaczy, że albo kompletnie nie znają polskich realiów lokalowych albo po prostu udają głupich.
Oddział mazowiecki - w odróżnieniu od niektórych innych oddziałów - prowadzi aktywną działalność i musi mieć jakieś miejsce spotkań. Jest to szczególnie ważne w przypadku organizowania spotkań otwartych, które trzeba wcześniej rozreklamować.
To miejsce musi spełniać kilka warunków - musi być w miarę duże, wyposażone (mikrofon, krzesła, wideo), położone w centrum, musi być stuprocentowo pewne (tzn. sala nie może okazać się zajęta przez kogoś ważniejszego właśnie wtedy, gdy mamy z niej skorzystać), bezpieczne - byśmy nie zostali nagle wyrzuceni przez stróża lub napadnięci przez prawicową bojówkę (były takie przypadki w działalności np. Pracowniczej Demokracji), długo otwarte - nie do 19.00 czy 20.00 tylko dłużej, bo spotkania zaczynamy koło 18.00 no i darmowe, czego chyba w naszym kraju przy naszych zarobkach nie trzeba tłumaczyć.
Jeśli zarząd potrafi zorganizować nam lokal o takich cechach - z przyjemnością przyjmiemy ofertę!
Na razie jednak musimy sobie radzić sami i udaje nam się to
tylko dzięki operatywności naszych członków i życzliwości ich znajomych. Nasz
oddział spotykał się w siedzibach OPZZ, PPS i UP - ze względu na najmniejszą
Tymczasem, jak się niedawno dowiedziałam, łódzki ATTAC spotyka się w siedzibie pisma Obywatel, podczas spotkań na sali leżą numery tego pisma i materiały reklamowe. Jest to zupełnie inna sytuacja niż w Warszawie, i ta sytuacja faktycznie bardzo mnie niepokoi. Z wielką przykrością stwierdzam, że nie słyszymy jednak o żadnych działaniach zarządu głównego w tej sprawie.
O tym, że miejsce naszych spotkań jest przez samych autorów "uchwały" traktowane w pełni świadomie w sposób instrumentalny, jako pretekst do nieczystej rozgrywki, świadczy choćby fakt, że jeden z członków zarządu - Piotr Kawiorski - proponował nam na miejsce spotkania siedzibę Polskiej Partii Socjalistycznej - a więc siedzibę partii politycznej, zaś inny członek zarządu, który również podpisał się pod uchwałą "rozwiązującą" nasz oddział, Andrzej Smosarski, był zdeklarowanym rzecznikiem lokalowej współpracy z Unią Pracy.
ATTAC nie potrafi przestrzegać elementarnych zasad współpracy z innymi ruchami społecznymi w Polsce - skandal w Polskim Forum Społecznym
Kolejne z uzasadnień "rozwiązania" mazowieckiego oddziału ATTAC jest jeszcze bardziej - o ile to w ogóle możliwe - absurdalne. Chodzi mianowicie o to, że jak piszą sygnatariusze uchwały "przewodnicząca nie chciała przyjąć do wiadomości, iż dwu delegatów z Polski nie moze reprezentowac tylko jednego ugrupowania". No cóż, brak chęci "przyjęcia do wiadomości" czegoś, co jest bzdurą mającą pretendować do roli ogólnie obowiązującej prawdy to zarzut iście stalinowski. To tak jakby upierać się, że członek ATTAC musi przyjąć do wiadomości, że trawa jest np. czerwona, bo tak uznał zarząd, podczas gdy ogólnie wszyscy wiedzą, że jest po prostu zielona i już. Ponieważ jednak zarząd w sposób lekceważący dla członków zupełnie pominął cały kontekst wydarzenia, trzeba go tu przywołać.
Kwestia dotyczy Europejskiego Forum Społecznego, które w tym roku ma odbyć się w St. Denis pod Paryżem. W tym roku w Warszawie postało Polskie Forum Społeczne, składające się z wielu organizacji (w tym ATTAC) którego zadaniem jest m.in. przygotowanie wyjazdu i uczestnictwa Polaków w Europejskim Forum Społecznym. PSF oparł swe działanie na Karcie Zasad z Porto Alegre, a funkcjonuje na podstawie zasady równości wszystkich członków, wyrażającej się m.in. w tym, że wszystkie decyzje podejmowane są po dyskusji większością głosów strona PFS
ATTAC reprezentowany jest w PFS przez Piotra Kawiorskiego. I niestety, jest to poważny błąd, bo jest to reprezentacja zastraszająco słaba, kompromitująca nasze stowarzyszenie. Piotr Kawiorski jako reprezentant ATTAC zlekceważył co najmniej połowę zebrań PFS i w ogóle się na nich nie pojawił. Usiłował zmonopolizować kontakty z francuskimi organizatorami nie znając żadnego języka obcego, co przyniosło zatrważające skutki w postaci np. nagłego odwoływania wybranego już delegata PFS na spotkanie przygotowawcze w Brukseli. Zarazem jednak Piotr Kawiorski, co zupełnie nas zaskoczyło, pretenduje do roli koordynatora całego przedsięwzięcia i usiłuje prowadzić pod jego płaszczykiem bardzo niejasne rozgrywki osobiste i polityczne.
Miarka przebrała się, gdy po jawnym i demokratycznym głosowaniu uczestników PFS w sprawie wyboru delegatów na techniczne spotkanie przygotowawcze do PFS (po tym, jak dwukrotnie z ramienia PFS w ciągu kilku miesięcy na spotkania przygotowawcze wyjeżdżały osoby, które nie przysyłały sprawozdań z obrad i nie były w stanie odpowiedzieć na najprostsze pytania techniczne nurtujące członków PFS, tym razem wybrani zostali Urszula Lugowska i August Grabski) Piotr Kawiorski oświadczył, że decyzja jaka zapadła w głosowaniu nie odpowiada mu i w związku z tym ATTAC nie uznaje głosowania (sic!) ATTAC skompromitował się tym samym w oczach innych organizacji należących do PFS jako organizacja nie potrafiąca zaakceptować demokratycznych mechanizmów.
Co bulwersujące dla członków ATTAC, ATTAC ani razu nie skonsultował się w tej sprawie ze swoją bazą członkowską, a decyzję swą uzasadnił bardzo niejasną konsultacją z francuskim ATTAC. Byłaby to przedziwna praktyka, gdyż zarząd główny ATTAC Polska nie reprezentuje francuskiego ATTAC, tylko przede wszystkim reprezentuje swoich członków i to przede wszystkim do nich powinien zwrócić się o konsultację. Z drugiej strony członkowie francuskiego ATTAc pytani przeze mnie o tę sprawę zgodnie twierdzili, że żadnych takich rad polskiemu zarządowi nie udzielali.
Tak czy inaczej, decyzja zarządu głównego o anulowaniu głosowania w PFS była kompletnie bezprawna, wywołała burzliwe komentarze i stanowczy sprzeciw ze strony wielu organizacji uczestniczących w PFS. Wyjątkowo niechlubnie zaprezentowała się przy tej okazji również wiceprzewodnicząca ATTAC Ewa Ziółkowska, która prowadziła korespondencję PFS z Francją. Została ona zobowiązana przez zebranie PFS do ujawniania kopii swoich maili, ale zupełnie zignorowała to polecenie, co zostało bardzo zle odebrane jako próba przejęcia kontroli nad PFS.
Nie dość na tym - Ewa Ziółkowska wysyłała do Francji w imieniu PFS informacje niezgodne z decyzjami PFS a jedyna jej wypowiedz w stosunku do uczestników PFS - poważnych przedstawicieli organizacji feministycznych, antykapitalistycznych, związkowych, ekologicznych i innych, pełna była obrazliwego słownictwa i grózb pod adresem członków PFS i nie licowała nie tylko z godnością członka zarządu ATTAC (abstrahuję tu od zupełnego niezrozumienia przez nią idei demokracji wewnętrznej w PFS) ale wręcz osoby kulturalnej.
Prawa kobiet w teorii i praktyce
Zarząd wspomniał też w swojej uchwale o tym, jakoby Urszula Lugowska czyniła "publiczne obrazliwe uwagi na temat jednego z delegatów do Genui reprezentującego środowisko robotnicze" Wielka szkoda, że sygnatariusze uchwały nie wyjaśnili, cóż to takiego "obrazliwego" konkretnie zostało powiedziane.
Otóż na spotkaniu przygotowawczym do Europejskiego Forum Społecznego, w Berlinie tego roku, jeden z członków delegacji polskiej zachowywał się w sposób krępująco natarczywy w stosunku do reprezentantki PFS, która zgłosiła ten fakt do mnie po powrocie. Sytuacja jest bardzo poważna, bo wstępując do forum, którego jednym z celów jest przeciwdziałanie dyskryminacji kobiet mamy prawo spodziewać się, że prawa kobiet do swobodnej działalności społecznej, bez obawy o seksistowskie naruszanie ich godności osobistej, będą szczególnie respektowane w naszym środowisku.
Niestety, okazało się że tak nie jest, a co gorsza, zarząd ATTAC który był wnioskodawcą wysłania rzeczonego delegata na przygotowawcze forum, a więc niejako powinien był czuć się za jego zachowanie odpowiedzialny, nie tylko kompletnie zlekceważył problem, ale nakazał wykreślenie wzmianki o tym, że sprawa ta w ogóle była poruszana, z wewnętrznego (!) sprawozdania PFS!
Tak więc sprawa, która zbulwersowała środowisko warszawskie oraz innych członków PFS, nie została absolutnie przez reprezentującego ATTAC w PFS Piotra Kawiorskiego wyjaśniona, a co gorsza, po raz kolejny upierał się on, by osoba wobec której zarzut został postawiony, znów reprezentowała Polskę na spotkaniu przygotowawczym! Okazuje się, że zarząd ATTAC pragnie mieć walkę o prawa kobiet wypisaną na sztandarach, kierując się widocznie modą albo jakimś dziwnym wyrachowaniem, ale bynajmniej nie zamierza realizować jej w praktyce. Ku przestrodze wszystkich kobiet, które mogłyby potraktować kiedyś deklaracje ATTAC na ten temat poważnie, ostrzegę więc od razu, że poruszanie tak drażliwej kwestii kończy się w polskim Attac rozwiązaniem oddziału pod zarzutem obrazy robotnika.
Demonstracja w sprawie Jose Bovego
W tej sprawie nie będę się na razie rozwodzić, proszę tylko zarząd główny o zdjęcia i sprawozdania z manifestacji, które w obronie J. Bovego zorganizował zarząd główny oraz inne oddziały ATTAC. Bo przecież nie ulega najmniejszej wątpliwości, że zarząd takie manifestacje zorganizował. (Niestety ostatnie zdanie jest tylko ponurym żartem).
Sprawa składek
Oddział mazowiecki ma swojego skarbnika i członkowie płacą składki na jego ręce. Kompletnie niepoważne jest oskarżanie o brak wpływów ze składek w sytuacji, gdy sam zarząd wyznaczył jako termin ich wpłaty 31 sierpnia. Wobec innych kłamstw i krętactw zarządu to jeszcze jedno krętactwo wydaje się jednak już mało istotne.
Wnioski
Zarząd główny stowarzyszenia ATTAC w Polsce przez wiele miesięcy popisywał się kompletną organizacyjną nieudolnością, zwijając - zamiast rozwijać - organizację. Jego postawa odmowy wyjaśnienia oskarżeń o skrajnie-prawicową infiltrację stanowi obrazę dla członków naszej organizacji. W kontaktach z innymi organizacjami Polskiego Forum Społecznego jak też mazowieckim oddziałem zarząd główny dał liczne przykłady zachowań antydemokratycznych jak też lekceważenia praw kobiet. Oddział mazowiecki stowarzyszenia nie godzi się na te patologiczne zjawiska i zrobi wszystko, by w najbliższym czasie położyć im kres.
Urszula Lugowska - przewodnicząca mazowieckiego oddziału ATTAC